[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Powinnam już wyjść. - I niemal pożałowała, że w ogóle się ruszyła, ponieważ te-
raz go zobaczyła. Poczuła suchość w ustach.
Przewidywała, że będzie miał na sobie czarne kąpielówki, przewidywała, że będzie
wyglądał w nich świetnie. Nie przewidziała jednak, że aż tak. Jego wygląd był po prostu
zabójczy.
- Nie ma się co spieszyć, prawda?
Wbrew sobie poczuła, że jego słowa mają sens. Zwłaszcza gdy wpatrywała się w
opalony fantastyczny tors i kępki ciemnych kręconych włosków, które schodziły aż do
pępka, by ginąć poniżej gumki kąpielówek. Może miał rację - nie było się co spieszyć.
Skąd więc ta desperacka potrzeba? No tak...
- Monica może zadzwonić - wydukała w końcu, odrywając od niego wzrok, aby
zlokalizować sarong. - Chcę być gotowa.
- Już dzwoniła.
Spojrzała na niego, pewna, że zle usłyszała.
- SÅ‚ucham?
- Właśnie z nią rozmawiałem. Nie odbierałaś komórki, zadzwoniła więc do twojej
pracy, gdzie jej powiedziano, że możliwe, że nadal jesteś na wyspie.
R
L
T
Sto procent uwagi Sophie skupiało się teraz na nim, i nie tylko dlatego, że miał
ciało przyprawiające o zawrót głowy. Przesunęła się do tyłu, aż usiadła na zanurzonym w
wodzie schodku, zupełnie zapominając o planie ucieczki.
- Monica dzwoniła, a ty mnie nie zawołałeś? Chociaż wiedziałeś, że czekam na jej
telefon?
- Próbowała się przecież do ciebie dodzwonić - przypomniał jej. - Moja wina, że
nie odebrałaś? Ale czy naprawdę ma znaczenie fakt, z kim rozmawiała? Ważne jest to, że
skacze z radości na myśl o ślubie tutaj, na wyspie.
- Och, założę się, że tak. - Sophie wstała, ociekając wodą. Tak była rozzłoszczona,
że przestała się przejmować faktem, że ma na sobie tylko kostium kąpielowy. - Dlatego,
że z całą pewnością jej powiedziałeś, że Tropical Palms jest już zajęte. - Gniewnym ge-
stem wzięła sarong z leżaka i otuliła się nim, po czym zaczęła szukać telefonu, zastana-
wiając się, jak mogła go nie usłyszeć. Nawet jeśli rzeczywiście się zdrzemnęła, dzwonek
by ją przecież obudził.
- No bo jest zajęte. Nie wiedziałem, że to tajemnica. Mogłaś mi powiedzieć.
- A ty mogłeś mnie zawołać! - oświadczyła, podnosząc ręcznik, wiedząc, że telefon
musi tu gdzieś leżeć. - Monica może i jest twoją siostrą, ale to ja organizuję ślub jej i Ja-
ke'a. - Odwróciła się do Daniela, chwilowo dając sobie spokój z telefonem. - A może Ja-
ke także skakał z radości, kiedy się dowiedział, że wesele może się odbyć tutaj? Jakoś
wątpię, zważywszy na to, w jak doskonałej jesteście komitywie.
Usta miał zaciśnięte w ponurą linię.
- Był na dole w recepcji. Nie rozmawiałem z nim.
- Uznałeś więc, że wykorzystasz okazję, nim najpierw ja omówię z nimi opcje. - I
wtedy sobie przypomniała: tak ją pochłonęły myśli o tamtym zdjęciu w pokoju i tak bar-
dzo pragnęła się wykąpać, nim Daniel skończy dzwonić, że zupełnie zapomniała zabrać
telefon z torebki. Cholera.
- Jakie opcje? - zapytał wyzywająco, opierając się o krawędz basenu. Wyglądał na
stanowczo zbyt zrelaksowanego. - Nie masz żadnej innej opcji i doskonale o tym wiesz.
- A miałam w ogóle okazję poszukać? Nie, ponieważ wielki Daniel Caruana uznał,
że jego opcja jest jedyna. Koniec dyskusji.
R
L
T
- Czemu się tak złościsz?
Woda w spokojnym dotąd basenie zawirowała, gdy Daniel szybko wstał. Spływała
po jego ciele, po długich, umięśnionych nogach, i Sophie po raz pierwszy miała okazję
obejrzeć go całego bez ubrania. Z tymi swoimi perfekcyjnymi proporcjami wyglądał ni-
czym ożywiony marmurowy posąg, mityczny bóg ze starożytnego świata. Głośno zabiło
jej serce, gdy ruszył w jej stronę. Na widok jego miny obleciał ją strach.
- Masz szczęście, że w ogóle znalazło się miejsce - warknął. - Ale zamiast podzię-
kować za wybawienie cię z kłopotu, ty wolisz się na mnie wściekać, jakbym uczynił coś
naprawdÄ™ karygodnego.
Odwróciła się, by odejść i nie słyszeć niczego więcej. Wiedziała, że to, co mówi,
przynajmniej częściowo jest prawdą. Kallista rzeczywiście stanowiła rozwiązanie pro-
blemu z brakiem odpowiedniego miejsca, nawet jeśli w pakiecie z wyspą Sophie otrzy-
mywała całe mnóstwo innych zmartwień.
Czuła, że zmienia się układ sił, a od zjawienia się rano w gabinecie Daniela Caru-
any kontrola nad tym ślubem wymyka jej się z rąk. Tak samo jak kontrola nad własnymi
uczuciami. I w ogóle nie była przygotowana na kolejną konfrontację.
Kolejną porażkę? A może skończyłoby się to kolejnym pocałunkiem? Ale nawet
tego nie mogłaby uznać za zwycięstwo.
- Nie muszę tego słuchać.
Nie zdążyła jednak odejść, gdyż jego silna dłoń chwyciła ją za ramię i pociągnęła
ku sobie. Ich ciała zderzyły się. Dzieliła je tylko cienka warstwa wilgotnego materiału.
- Czego się tak boisz? - zapytał ostro, mierząc wzrokiem jej twarz. - Dlaczego cią-
gle tak desperacko pragniesz ode mnie uciec?
- Kto twierdzi, że się boję? - Ale wypowiedziała te słowa bez tchu, co wcale nie
zadziałało na jej korzyść.
Daniel zmarszczył brwi, nie puszczając jej drżącego ramienia.
- Naprawdę jestem aż tak przerażający?
- Ja nie... - Sophie przygryzła dolną wargę. Nie było sensu udawać, że się nie boi,
ale nie musiała się także do tego przyznawać. Uniosła głowę. - Teraz nie uciekam.
R
L
T
- I bardzo dobrze, ponieważ nic by ci to nie dało. Kiedy czegoś pragnę, zazwyczaj
to otrzymuję, bez względu na to, czy cel się porusza, czy nie.
Jego słowa w ogóle nie miały dla niej sensu.
- O czym ty mówisz?
- Pragnę ciebie, Sophie. Zapragnąłem cię w chwili, kiedy zjawiłaś się w moim ga-
binecie w tej sukience zapiętej po samą szyję i pełna rezerwy. A kiedy zobaczyłem cię
bez jednego i drugiego, pragnę cię jeszcze bardziej. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • oralb.xlx.pl